strona główna


na zachodzie bez zmian


wchodzę do domu o 3:05 w nocy i odczuwam dyskomfort. W drodze przez te 7 godzin juz myślałam o parówkach grzanych na łódzkim gazie, zastanawiałam się czy kot zamarzł przez te kilka dni. Weszłam i to nie było to, że zimno, bo w zasadzie kamczatka to a nie dom. Nie porządek na stole, którego wcześniej nie było. No i olśnienie. Matka postawiła na swoim. Moją artystycznie rozjebaną w oknie zasłonkę wsunęła równiutko w żabki. Tak równo, że mi się na wymioty zebrało.

Wróciłam z zachodu do centrum. Z zieleni w szarośc. Od razu zostałam obtrąbiona przez MPK, stopy odmarzły mi od czekania na autobus a w pracy czekał na mnie wciąż śmierdzący mario. Życie. Smutne bardzo, bo  znów stanęłam twarzą w twarz z tym że siostra tam a ja tu. I moje życie społeczne ograniczające się do obserwacji rozmow ludzi przy koksownikach które rozprzestrzeniły się po Łodzi. A na zachodzie okazało się że nawet się zachowac w towarzystwie potrafię i rozmawiac z ludźmi. Dziwne.


Tagi: siostry, mpk
2012-02-07 15:19:01 skomentuj (0)